Piękno odnajduje się w dziwnych chwilach
Słońce
już dawno zapadło za linię horyzontu, dając miejsce lśniącej pełni.
Natchnionej, mrocznej czerni. Księżyc z ziemi wyglądał niezwykle, wielka
srebrzysta kula, zawieszona, niczym lustro na ciemnej otchłani nieba. Wszystko
zgrywało się ze sobą idealnie, jakby te dwa fragmenty świata nie mogły istnieć
osobno.
Dziewczyna
przymknęła zmęczone powieki w rytm kołyszącego ją pociągu. Oddawała się
swobodnie wielkości usypiania i nawet nieświadomie oparła głowę o ramię
Ashtona. Jakby jej świat, tak samo jak nocne niebo i księżyc, był skrzyżowany
ze światem tego chłopaka i nie mogły istnieć osobno. Przejrzała jeszcze ostatni
raz każde dzisiejsze zdarzenie powoli usypiając. Uśmiechała się, mając w pamięci
swoją dłoń w jego dłoni. Czuła się jednocześnie szczęśliwa i przerażona, że tak
dała ponieść się fali szaleństwa. Poczuła w końcu wiatr we włosach, gdy spadała,
ale zawsze ktoś ją asekurował, ktoś był. Trzymał mocno za rękę i nie dał upaść.
Torował drogę, przepychając się przez tłum ludzi na peronie, by mogła iść za
nim. W ostatniej chwili wpadł do wagonu i przyciągnął ją mocno do siebie, nie
chcąc jej pozostawić.
Mogła okręcać się wokół własnej osi, głośno śmiejąc.
Nitki smutku natychmiast pękły, mogła znów poczuć się lekko. Uległa
niekontrolowanej radości. Rzucała się w przepaść, ale nie samotnie. Z nim,
również udekorowanym w serpentyny lat dziecinnych.
Trzymała w rękach patyk z ogromną
różową chmurą waty cukrowej i śmiała się, gdy Ashton podbierał jej ukradkiem,
krzywiąc śmieszne miny. W pewnym momencie wzięła kłębek w palce, zwijając w
kulkę. Spojrzał na nią dziwnym wzrokiem i zapytał:
–Ty też tak robisz?
Na co zaśmiała się, dziwiąc się,
że łączy ich sposób smakowania słodyczy. Nagle zerwała się z ławki i podeszła
do huśtawki, przejeżdżając delikatnie po wyrobionych sznurach. Usadowiła się na
zabawce patrząc, wyzywająco na chłopaka.
– Nie – oburzył się, idąc w jej kierunku – chyba
jesteś na to za stara.
– Wcale nie, dzisiaj nie mam
kucyków i może dlatego wyglądam poważniej? – podpuszczała go. – Popchnij mnie.
Zamrugała rzęsami z dziecięcą
niewinnością, czekając, aż skusi go jej wzrok. Jeszcze raz wzięła ogromny kęs
waty, przesadnie demonstrując łakomstwo. Jeden kawałek przykleił się jej do
policzka, na co chłopak wybuchnął śmiechem i dał się tym przekonać.
– Tylko mocno się trzymaj –
zawołał, a ona aż pisnęła.
Było tak beztrosko, gdy był blisko
niej. Zapomniała o tym zwykłym świecie, przenosząc się do całkiem innej krainy,
gdzie to ona miała prawa do władzy. Gdy wdrapywali się po szczeblach domku na drzewie,
on szedł tuż za nią. Może i nie było wysoko od ziemi, ale i tak czuli się szczęśliwi, gdy
leżeli na zszarzałej podłodze domku, słuchając ćwierkania ptaków.
– Wiesz, że kiedyś miałam marzenia
? – zapytała, patrząc w górę.
Obserwował wtedy jej rysy sparzone
trudem życia. Patrzył na niebieskie oczy, okolone krótkimi rzęsami. Oglądał każdy
fragment jej twarzy, chcąc poznać ich historię.
– Ja również – wyznał, nie odrywając
wzroku od niej.
– I właśnie jedno z nich się spełniło.
– Piękna chwila na spełnienie marzenia – zamruczał. – Niech
zgadnę, chciałaś wleźć do domku na drzewie i leżeć tak jak teraz, ze mną?
– Chyba byłeś najlepszy w kalambury
– prychnęła, patrząc na niego. – Chciałam nie zastanawiać się nad tym co robię,
po prostu to robić.
– Bardzo głęboka myśl.
– Cały czas się ze mnie naśmiewasz
– odezwała się, popychając go w ramię.
– Oj, może troszeczkę – droczył się.
– Jasne, cały czas.
Odwróciła wtedy od niego głowę, ale
zatrzymał ją ręką, odwracając jej podbródek z powrotem w swoją stronę. Znów skupiał się na
jej twarzy, delikatnie przybliżając. Jej serce biło o wiele za mocno, ale jego także.
Nigdy wcześniej nie poddawał się takiej chwili napięcia. Wokół panował spokój, ale
gdzieś w środku wszystko wyrywało się ku sobie. Ale gdy tylko musnęli się nosami,
na drabince przy drzewie jakiś dziecięcy głosik zawołał i dało odczuć się, że ktoś
mały, ale zwinny za chwilę dołączy do nich.
A teraz zasypiała, wsparta na
ciepłym ramieniu chłopaka, którego poznała przez przypadek. Czuła się
bezpiecznie, oddając się rytmowi oddechów, aż zasnęła. A on wtedy delikatnie
dotknął kciukiem jej policzka, zahaczając o kosmyk rozczochranych włosów.
Uśmiechał się również, gdy przez sen westchnęła. Ale gdzieś w środku czaił się cień
świadomości, że mimo tych wspólnych mile spędzonych chwil, jutro wszystko zamieni
się tylko, a może i aż, w wspomnienia.
***
Mam nadzieję, że nie jest aż tak źle, jak mi się wydaje. ;)
I zdradzę Wam, że już niedługo do końca.
I mam takie małe wrażenie, że coraz mniej Was tutaj...
Wiem, że ja zawalam, ale postaram się zmienić, ukradnę trochę czasu i wpadnę tam, gdzie powinnam. ;)
I mam takie małe wrażenie, że coraz mniej Was tutaj...
Wiem, że ja zawalam, ale postaram się zmienić, ukradnę trochę czasu i wpadnę tam, gdzie powinnam. ;)